Adaptacja w żłobku. Wywiad z psycholożką RB, Karlą Orban.

tytułowa 800x500 px

Pójście do żłobka to często pierwsze rozstanie malucha z rodzicami na dłużej niż kilka minut. Dlatego bardzo ważna jest adaptacja, która jest czasem przygotowania malucha na nową przygodę w najbardziej komfortowy i bezpieczny dla niego sposób. O adaptacji rozmawialiśmy z Karlą Orban, psycholożką.

Ostatnio wiele mówi się o adaptacji w żłobku i przedszkolu. Czy możesz powiedzieć, dlaczego jest to tak ważny moment?

Karla Orban: Adaptacja służy temu, żeby poczuć się bezpiecznie w nowym miejscu. Dla małego dziecka poczucie bezpieczeństwa wynika wprost z relacji z opiekunem. A ponieważ nikt z nas nie jest od progu w bliskiej relacji, czas na adaptację jest kluczowy.

To ciekawe, że nad potrzebą adaptacji w ogóle się zastanawiamy. Gdy zatrudniamy nianię, jest dla nas jasne, że nie wprowadzamy nowej osoby do domu po to, by za pięć minut wyjść. Dajemy dziecku i niani czas. Nie inaczej jest z byciem w grupie żłobkowej, z tym tylko, że tam z uwagi na ilość bodźców, obecność innych maluchów i zupełnie inną strukturę dnia, dziecku jest jeszcze trudniej nawiązać relację z opiekunami.

Ostatnio wiele mowi sie o adaptacji
Czemu konkretnie sluzy adaptacja

Czemu konkretnie służy adaptacja? Jaka jest jej najbardziej przyjazna forma?

KO: Adaptacja to okres zbierania dobrych sygnałów: że dziecko jest w przyjaznym miejscu, gdzie może liczyć na wsparcie opiekunów. Główną funkcją żłobka nie jest odrywanie od rodzica. Adaptacja umożliwia stopniowe wchodzenie w grupę, poznawanie miejsca, planu dnia, zaciekawienie się nowym otoczeniem, poznanie opiekunów. Najbardziej naturalna jest adaptacja w towarzystwie rodzica, na przykład w tzw. modelu berlińskim. Elastyczność też pełni ważną rolę, bo nie jesteśmy w stanie w 100% przewidzieć, ile czasu na każdy z etapów adaptacji będzie potrzebować dane dziecko.

A co w sytuacji, kiedy adaptacja z obecnością rodzica nie jest możliwa? Jakie skutki może mieć „samodzielne” wejście dziecka w zupełnie nową sytuację?

KO: Na pewno są dzieci, które łatwo adaptują się do nowych miejsc i osób. I te dzieci radzą sobie nawet tam, gdzie nie ma adaptacji. Natomiast dla bardzo wielu dzieci brak adaptacji buduje negatywny obraz żłobka, jako miejsca, w którym wyrywa się mnie mamie czy tacie. I znów, czasami to negatywne wrażenie z pierwszych tygodni udaje się zatrzeć, a czasem niweczy to sprawę. Konieczna staje się rezygnacja ze żłobka, bo w miarę upływu czasu nie widać poprawy albo poranne rozstania stają się coraz trudniejsze.

A co w sytuacji

Załóżmy jednak, że adaptacja przebiegła spokojnie i wygląda na to, że maluch dobrze czuje się w żłobku, a nagle, nie wiadomo czemu, nie chce chodzić do żłobka, płacze i nie chce rozstać się z rodzicami. Co to może oznaczać?

KO: Po pierwsze, takie epizody, w których maluch nie chce chodzić do żłobka, będą się zdarzały co jakiś czas – są naturalną częścią życia. Miewamy po prostu różne nastroje i gorsze/lepsze dni, a chodząc gdzieś codziennie, np. do pracy czy żłobka, nie odkładamy naszego stanu na półkę. Zazwyczaj zachęcam do tego, żeby wziąć głęboki wdech i nie wpadać w panikę. Nie zakładać, że adaptacja jest już przesądzona, nie wmawiać dziecku, że przecież w żłobku jest zawsze świetnie i z pewnością nie zatęskni. Niezależnie od tego, czy płacz skłoni nas do zostania w domu, czy też nie, wciąż możemy służyć ramieniem, ciepłym słowem i wysłuchaniem. Sprawdza się aktywne słuchanie: dopytywanie, co maluch chciałby w takim razie robić i dodawanie tej opowieści elementów z krainy fantazji czy wyobraźni (chciałbyś układać klocki, hmmm… a może byś ułożył wieżę aż do czubka komina?). Gdy emocje są intensywne, dzieci nie słyszą tego, co mówimy. Potrzebują wtedy kontaktu fizycznego, bezpiecznych ramion rodzica. I przede wszystkim czasu.

To, co ważne, to uznanie, że my podejmujemy różne decyzje (np. posłanie kogoś do żłobka), ale dziecko ma prawo do swoich odczuć w związku z tą decyzją. I gdy mówię do niego w chwili kryzysu, nie mówię po to, żeby usunąć jego emocje i przekonać do ich nieodczuwania. Wszystko, co mówię, ma wspierać, by maluch poczuł się bezpieczniej. Jeśli przy okazji poczuje się lepiej, więc z większym spokojem wejdzie na salę – super. Jeśli nie – to nie znaczy, że bycie otwartym i empatycznym przestało mieć sens.

A ile może trwać taka niechęć?

KO: Najbardziej alarmujący jest brak poprawy albo duża intensywność. Jeżeli mijają tygodnie, opiekunowie są bardzo zaangażowani, rodzice podchodzą do żłobka z zaufaniem i spokojem, a pomimo to sytuacja wciąż jest trudna – to musimy poszukać przyczyn. Dziecko odmawia wejścia, bardzo wydłuża wyjście z domu. Mogą pojawić się problemy ze snem, odmowa jedzenia w żłobku, wstrzymywanie wypróżniania, przyleganie do rodzica w domu. Rodzic może mieć poczucie, że nie rozpoznaje swojego dziecka – to może być oznaka, że maluch nie jest jeszcze gotowy lub potrzebuje innej formy opieki albo adaptacji z rodzicem. Podobnie jeśli sytuacja trwa 3-4 dni, ale jej intensywność jest dla was bardzo niepokojąca – maluch całkowicie odmawia jedzenia, nie bierze udziału w żadnej aktywności, gryzie pięści ze stresu czy płacze po kilkadziesiąt minut, nasza reakcja powinna być natychmiastowa.

W jaki sposób rodzic może towarzyszyć dziecku

W jaki sposób rodzic może towarzyszyć dziecku w tym przełomowym momencie, jakim jest rozpoczęcie przygody ze żłobkiem?

Przede wszystkim to ważne, żeby zadbać o ten czas domowy i jego jakość. W okresie zmian dzieci potrzebują fizycznej bliskości, zabawy, robienia „ulubionych” czy przyjemnych rzeczy razem z rodzicem. Te codzienne aktywności i to, co się nie zmieniło (wciąż chodzimy na plac zabaw wieczorami, jeśli karmiliśmy piersią – nie rezygnujemy z tego w okresie adaptacji) to kotwica dla dziecka. Trzymajmy się obietnic danych dziecku. Jeśli obiecaliśmy odebrać je po zupie, tak właśnie zróbmy, nawet gdyby panie zapewniały, że dziecko świetnie się bawi. Lepiej jest zostawić niedosyt niż zaryzykować, że świetnie bawiący się maluch wpadnie w panikę i zacznie nas gorączkowo szukać. Z tego samego powodu nie znikajmy bez pożegnania. Możemy wypracować sobie własny rytuał pożegnań: piątka, „żółwik”, buziak i wejście do sali, ale niech to będzie jasne, że się żegnamy.

***

Aby wesprzeć dzieciaki i przygotować je do adaptacji już wcześniej, w domu, warto skorzystać z książki z okienkami „Pora do żłobka” (https://bit.ly/pora-do-żłobka), dzięki której maluch dowiaduje się, jak może wyglądać sala, inne dzieci, ciocie oraz czynności, które wykonuje się w żłobku. Poznaje również dywan pełen niespodzianek, miejsce drzemki, węża, którego trzeba wyprowadzić na spacer i odkrywa, że niektóre rzeczy są takie, jak w domu.

A jeśli szukacie książkowego pomocnika w adaptacji dla przedszkolaka, zajrzyjcie do książki z okienkami „Pora do przedszkola” (https://bit.ly/Pora-do-przedszkola)

Translate »